Sztuka wołała mnie od zawsze, choć długo udawałam, że nie słyszę jej głosu. Przez lata próbowałam być „odpowiedzialna”, wybierając ścieżki, które wydawały się bezpieczne, a które jedynie zapętlały moją tęsknotę. Dziś wiem, że ta ucieczka była błędem, ale to właśnie ona doprowadziła mnie do miejsca, w którym każde pociągnięcie pędzla i każdy kadr mają ciężar przeżytej prawdy.
Moje pierwsze spotkanie z wielką sztuką było podszyte wkradaniem się do pracowni Erwina Wurma, gdzie pracował mój ojciec. Jako dziewczyna, podczas wakacyjnych wyjazdów, chłonęłam ten świat z dystansu – wertując katalogi, podglądając proces, czując magnetyzm wystaw. Wtedy narodziła się moja miłość do sztuki współczesnej, ale towarzyszył jej paraliżujący lęk: szept, że nie pasuję, że nie mam prawa, że muszę prosić o pozwolenie, by stać się artystką.
Dziś już nie proszę o pozwolenie. Sztuka stała się moim językiem, jedynym, w którym potrafię opowiedzieć o tym, co niewypowiedziane.
W mojej praktyce ciało jest nośnikiem pamięci – mapą blizn, traum i dziedziczonych doświadczeń. Pracuję w procesie, który jest fizycznym zmaganiem. Wykorzystuję fotografię (transfer polaroidowy), malarstwo i techniki własne, by dotknąć granicy między tym, co kruche, a tym, co zdolne przetrwać. Moje prace powstają warstwowo, w napięciu między absolutną kontrolą a jej utratą. Używam materii, która ma znaczenie:
Sztuka była dla mnie ukojeniem lęków, sposobem na „gojenie” siebie i zrozumienie świata. Po latach bycia żoną, matką i kobietą „po przejściach”, zrozumiałam, że moja twórczość to nie zawód – to mój dom i mój najgłębszy sens.
Od 2024 roku prowadzę w Lubaniu niezależną „Galerię Sztuki „Przestrzeń””Przestrzeń sztuki. To tam mój dialog ze światem przybiera formę kuratorską, tworząc miejsce spotkań dla innych. Jednak to w ciszy własnej pracowni, w brudnych dłoniach i w procesie niszczenia i odbudowywania obrazu, odnajduję swoją prawdziwą tożsamość.
Wracam do siebie. Warstwa po warstwie.
